Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - �ycie spo�eczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 Szukaj:
Google   
  strona g��wna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Robert Horbaczewski
Data: 8.09.2009, 3:01
Zmiany: 8.09.2009, 3:01
Czytane: 8473x
Komentarzy: 1 [sprawdďż˝]
test
  
Archiwum: 861   Archiwum>>
Co siďż˝ dzieje na Forum?
Zapisz siďż˝!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzieďż˝ w twojej poczcie email.
Jak bombardowano Frampol  

Trzynastego września 1939 r. w ciągu kilku godzin Frampol zrównano z ziemią. Zdaniem części historyków dlatego, że jego zabudowa przypominała tarczę. Dla hitlerowskich lotników miasteczko było wymarzonym miejscem do ćwiczeń

Marek Antoni Butler lokując w I połowie XVIII wieku nowe miasto był zafascynowany renesansowym Zamościem. Dlatego, jak pisze Jan Górak w swojej publikacji „Miasta i miasteczka Zamojszczyzny”, układ przestrzenny Frampola opracowany został w oparciu o wzorce renesansowych planów miasta idealnego. Podstawą był kwadrat. Każdy z jego boków miał pół kilometra. Kwadrat przedzielono ulicami na mniejsze kwadraty. Na środku znajdował się rynek. A na nim, niczym dziesiątka w tarczy, ratusz. To był największy rynek w Europie. Większy od rynku krakowskiego i przeszło dwa razy większy od rynku w Zamościu.

Ten oryginalny i niezwykły układ fascynował urbanistów polskich i zagranicznych. Został też dostrzeżony przez strategów Luftwaffe. Uznali, że w tym miejscu łatwo im będzie analizować zdjęcia pokazujące zniszczenia.
Dokonanie zbrodniczego „doświadczenia” powierzono lotnikom dowodzonym przez generała von Richthoffena z Flotylli Powietrznej Luftwaffe, gen. Löhra.

Trzynastego, kilka minut po 13
- To była zaplanowana zbrodnia wojenna. Nie było w naszym miasteczku żadnych obiektów militarnych lub takich o znaczeniu gospodarczym. Lotnicy urządzili sobie tutaj poligon. Luftwaffe do dziś nie wynagrodziła tych krzywd – mówi stanowczo Ryszard Jasiński, miejscowy regionalista, autor dwutomowej książki „Frampol i okolice”.

9 września miasteczko dwukrotnie okrążył samolot zwiadowczy. Wykonał dokładne fotografie Frampola. Trzynastego września, około godziny 13. nad miastem pojawiły się cztery bombowce...

Bombardowanie odbyło się w idealnych warunkach poligonowych, bo miasteczko nie miało żadnej obrony przeciwlotniczej. Nalot przeprowadzono przy ściśle określonych parametrach. Samoloty leciały na wysokości 1000 metrów, z prędkością 200 km/godzinę. Jednym z celów było wypróbowanie z jak dużym wyprzedzeniem trzeba desantować bomby o ciężarze 250 i 50 kilogramów, aby idealnie trafiały w cel. Sprawdzano też skuteczność bomb zapalających na bazie mieszanki tlenku żelaza i aluminium.

W wyniku bombardowania, w ciągu kilku godzin kipiące życiem miasteczko zmieniło się w pogorzelisko. Spłonęło, według różnych szacunków, do 90 procent zabudowy drewnianej. Ocalała tylko ulica Targowa, znajdująca się we wschodniej części osady. Dwa budynki zostały także na sąsiedniej ulicy Orzechowej. Straty w ludziach nie były jednak aż tak wielkie. Po zbombardowaniu Biłgoraja i Janowa Lubelskiego wielu mieszkańców, na wszelki wypadek, uciekło wraz z dobytkiem w pola, do zbudowanych zawczasu schronów. Prężnie działała straż obywatelska, która na widok nadlatujących samolotów wszczęła alarm.

Według Ryszarda Jasińskiego, zginęło do 10 osób, w większości uciekinierów.
Pięć dni po zniszczeniu, 18 wrześ- nia dla porównania wyników bombardowania, Luftwaffe sfotografowała pogorzelisko. Na każdym z trzech wykonanych wówczas zdjęć widać charakterystyczne lotnicze znaki rozpoznawcze – podwójne krzyże tzw. markery. Ustawiono je w dwóch miejscach na obrzeżach miasteczka. Znaki miały naprowadzić bombowce, a później ułatwić analizę zdjęć. Te znaki (na fotografiach oznaczone cyfrą 7) zrobiono trzykrotnie. Pierwszym razem, kiedy pojawił się samolot zwiadowczy. 13 września, kiedy nadleciały bombowce i 18 września, kiedy dokonywano zdjęć sprawdzających.

Adam Sikorski, dziennikarz lubelskiego ośrodka telewizji, autor historycznego programu „Było nie minęło”, emitowanego na antenie TVP Info uważa, że świadczy to o tym, iż we Frampolu działała silna agentura niemiecka.
- Przecież 9 i 13 września Frampol był na zapleczu frontu, który znajdował się dopiero na Sanie – tłumaczy Sikorski.
- To musiała być piąta kolumna, która mogła przyjść w nasze strony razem z uciekinierami. U nas tylko jedna osoba podpisała w czasie wojny volkslistę – mówi Jasiński. Uważa, że do znakowania terenu, dywersantom mogły posłużyć stojące na polach kopice siana. Wielu chłopów celowo nie zwoziło płodów rolnych do stodół wychodząc z założenia, że na polach będą bardziej bezpieczne. Pamiętali bowiem, co się działo podczas działań frontowych dwadzieścia lat wcześniej. Dywersanci pracujący na polach mogli nie wzbudzać podejrzeń.
Wspomniane zdjęcia niemieckie i powód zbombardowania Frampola ujawniono dopiero w 1965 r., w niemieckiej publikacji „Freie Welt”.

Zamość w ogniu
Bomby spadły także na Zamość. Niemieckie samoloty zwiadowcze pojawiły się nad miastem już 1 września. Trzy dni później nastąpił pierwszy nalot. Zbombardowano rejon dworca kolejowego. Z karabinów maszynowych ostrzelano także rynek Starego Miasta. Straty były nieznaczne.
9 i 10 września Niemcy ponowili ataki lotnicze. Tym razem zginęło ok. 100 osób, kilkaset zostało rannych. Ofiarami byli głównie uciekinierzy (w ciągu 10 wojennych dni, według obliczeń ówczesnego starosty, przez Zamość przeszło ok. 30 tys. uchodźców).

Bomby spadły nie tylko w pobliżu koszar i obiektów komunikacyjnych, ale także na przedmieścia, m.in. Nową Osadę, gdzie zginęło wielu cywilów.
W swoich wspomnieniach „Miniony czas ulicy Browarnej w Zamościu” opisuje te wydarzenia Maria Matuszewska.

„W mieście nastąpiła całkowita dezorganizacja. Następnego dnia swój sądny dzień przeżyła ulica Browarna. W samo południe, podczas wydawania żołnierzom obiadu, samoloty niemieckie urządziły nalot na Koszary. Bomby wypuszczano nad domami Browarnej parami, aby lecąc pod odpowiednim kątem, trafiały bezładnie w bastion obrony miasta. Ulicę przeniknął straszliwy warkot lecących maszyn, ziemia trzęsła się od wybuchu bomb, koszary płonęły, buchając kłębami gryzącego dymu, gęstego, wciskającego się w nozdrza, usta, uszy, piekącego w oczy. Zrobiło się ciemno w samym środku dnia. Jęk rannych, oszalałe ze strachu krzyki ludności, wycie psów mieszały się, tworząc przeraźliwy dysonans głosów wojny” – pisze Matuszewska.

Trzy złowrogie ptaki
Podobny los spotkał inne miejscowości. Nad ranem, 5 wrześ- nia, bomby spadły na fabrykę „Alwa” w Brodach Dużych. Przez następne dni bombardowany był Szczebrzeszyn. Znacznie gorzej było w niedalekim Biłgoraju. Tam pierwszy nalot miał miejsce 8 września. Śmierć poniosło wówczas kilkanaście osób, niektóry twierdzą, że dokładnie 12. Trzy dni później dywersanci niemieccy podpalili miasto w kilku miejscach. Ogień strawił 293 domy i 713 budynków gospodarczych. Spłonął kościół i ratusz. 14 września Niemcy zbombardowali pozostałe części miasta: zginęło około stu osób, w tym kilkudziesięciu uchodźców z Wielkopolski.

Nad Tomaszowem Lubelskim hitlerowskie bombowce pojawiły się 7 września, kilkanaście minut po godzinie 15. Zrzuciły bomby zapalające i burzące na zachodnią, w przeważającej większości żydowską część miasta. We wschodniej części miasta zburzony został m.in. dom Bolesława Kurkiewicza. Pod gruzami zginęli: żona Kurkiewicza, jego dwoje dzieci, szwagierka i szwagier oraz państwo Piskorowscy.
- Akurat wracałam do domu z Tomaszowa. Przede mną był żołnierz, który strzelał do samolotów z karabinu. Strzelał i co chwilę padał. Ja razem z nim. Moje rodzeństwo, które obserwowało to z daleka przez okno domu śmiało się, nie wiedząc, dlaczego tak się zachowuję. Chwilę później miasto stanęło w płomieniach – wspomina 86-letnia Wanda Osiewicz, dziś mieszkanka Zamościa, wtedy w 1939 r. Tomaszowa Lubelskiego.

Po południu, 12 września, trzy samoloty nadleciały także nad Tyszowce. Zrzuciły bomby w pobliżu mostu na Huczwie, gdzie znajdował się posterunek policji. Zginęło kilkanaście osób, głównie tych, które przyjechały do młyna. Świadkiem nalotu była wówczas 7-letnia Jadwiga Komarzec. Pasła gęsi na łące.
- Spojrzałam na niebo i zobaczyłam, jak leciały wysoko dwa piękne ptaki. Widziałam kobietę, która biegła w moją stronę i upadła. Potem wybuchł ogień i pojawił się dym. Zostawiłam gęsi i pobiegłam do domu - wspomina Komarzec.
13 września w ogniu stanął tyszowiecki rynek. Płomienie pojawiły się jednocześnie w kilku miejscach. I tu także pożar kojarzono z niemiecką dywersją.

 










R E K L A M A






Wi�cej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuďż˝
Drukuj ten artykuďż˝
Informacje opublikowane przez INTERNAUT�W nie podlegaj� cenzurze. W�a�ciciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadaj� za tre�� zamieszczonych materia��w, tekst�w i komentarzy! Je�eli zawarto�� nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to g�owna tre�� tej strony jest kopi� znalezion� w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net s� dokonywane za zgod� autor�w lub w�a�cicieli, serwis roztocze.net nie jest w �aden spos�b zwi�zany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich tre��.
Komentarze [do g�ry]

Autor: andy
Tytuďż˝:


Wys�ane: 2009-09-20 11:47:07
jak zburzyli to teraz niech odbudują bandyci niemieccy tylko tych co zamordowali już nikt nam ich nie wróci
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - roztocze.net - P.Rogalski & R.Moteka]