|
Nauczyli się lepić gockie naczynia i robić biżuterię. Potrafią szyć
stroje. Wiedzą również jak przygotować widowisko z gockimi obrzędami.
Dwadzieścioro mieszkańców Masłomęcza będzie uczyć tego innych, po to, aby wieś
mogła jak najszybciej zarabiać na turystach
W podhrubieszowskim Masłomęczu przez 25 lat prowadzono badania archeologiczne pod kierunkiem prof. dr. Andrzeja Kokowskiego, obecnego szefa Instytutu Archeologii UMCS w Lublinie. Prace te doprowadziły do odkrycia cywilizacji Gotów, którzy pomiędzy II a IV wiekiem zamieszkiwali okolice Masłomęcza. Według prof. Kokowskiego, wówczas było tam „centrum cywilizowanego życia w barbarzyńskim świecie”.
Prace wykopaliskowe kilka lat temu dobiegły końca. Archeolodzy wyjechali z Masłomęcza i zabrali do badań eksponaty. Miejscowi byli przekonani, że właśnie skończyło się „5 minut sławy” Masłomęcza.
- Narzekano, że teraz we wsi znowu zapanuje marazm, a jedyną rozrywką na powrót będzie picie „mamrotki” (tanie wino owocowe) przed wiejskim sklepem - mówi 42-letnia mieszkanka Masłomęcza.
- Gdyby w naszej wsi nie pojawili się archeolodzy, nikt by o niej nie słyszał w świecie. Nikt, poza mieszkańcami Hrubieszowa i okolic. To była biedna i zapomniana przez Boga wieś - wspomina 53-letnia kobieta.
- Kiedy w naszej wsi zaczęto prowadzić prace archeologiczne, przyjechali Niemcy. Chcieli zobaczyć, jak wyglądają te badania. W autobusie mieli kilka zgrzewek piwa. Gdy poszli oglądać stanowiska archeologiczne, ktoś z miejscowych ukradł im piwo. Najwidoczniej tak rozumiał korzyści, jakie można mieć z turystyki - mówi 65-letnia mieszkanka Masłomęcza.
Bogactwo leży pod
ręką
Na szczęście dla Masłomęcza, w gminie Hrubieszów znalazły się osoby, które uznały, że na gockim dziedzictwie będzie można zarobić. Z myślą o turystach, w 2007 r., w centrum wsi wybudowano „Chatę Gotów”, a zaraz potem wytyczono „Szlak Gocki”.
-
Mieszkańcy Masłomęcza coraz bardziej uświadamiali sobie znaczenie zasobów
kulturowych oraz historycznych, jakie mają pod ręką. Zrozumieli, że mogą to
wykorzystać do poprawy swojej trudnej sytuacji życiowej. Od wielu lat to była
wieś o wysokim bezrobociu (ponad 25 proc.) i niskiej mobilności społecznej -
ocenia Marek Jańczak, koordynator projektu „Życie w krainie Gotów - promocja i
odtwarzanie dziedzictwa kulturowego wsi Masłomęcz”.
Projekt powstał na początku tego roku. Jego realizacją zajmuje się Stowarzyszenie Hrubieszowsko-Mireckie „Lepsze Jutro” - Lokalna Grupa Działania. Stowarzyszenie wyłożyło 16 tys. zł, a Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wsparło je dotacją w wysokości 25 tys. zł. Stworzenie gockiej zagrody, w której będą prezentowane tradycje, obrzędy i zwyczaje oraz rzemiosło sprzed dwóch tysiącleci ma być ostatecznym efektem tego projektu.
- Posłużą temu szkolenia z garncarstwa, wyrobu gockich ozdób
i biżuterii, a także obróbki skór, tkactwa, czy szycia strojów. W takcie
warsztatów grupa masłomęczan zdobędzie wiedzę i umiejętności wystarczające do
tego, aby samodzielnie prezentować turystom to, jak przed wiekami żyli Goci w
Masłomęczu - przekonuje Bartłomiej Bartecki z Muzeum im. ks. Stanisława Staszica
w Hrubieszowie, które współpracuje przy realizacji tego projektu.
W warsztatach bierze udział dwadzieścioro mieszkańców Masłomęcza. W większości rolnicy i emeryci.
- To znakomity sposób na odpoczynek po pracy w gospodarstwie. Aktywny i rozwijający - uważa Krystyna Kraj.
- Na lekcje tkactwa przybiegłam prosto z pracy, przy zbiorze zboża kombajnem. Musiałam zdążyć. Zresztą w domu zawsze się znajdzie jakaś robota, ale w czasie szkoleń można się nauczyć tylu nowych umiejętności, które może kiedyś przydadzą się w życiu - dodaje Maria Bucior.
Nie święci
garnki lepią
Najpierw prowadzono szkolenie z garncarstwa. Zgłosiło się pięcioro chętnych. Na zajęcia przychodziło znacznie więcej. Garnki i gliniane naczynia lepiło nawet 20 osób. Niektórzy przyjechali też spoza Masłomęcza.
Danuta Kloc, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury z Wołajowic przyjechała do odległego o ponad 30 km Masłomęcza razem z córką.
- Gdyby mi kazano czytać ustawy, to nie chciałoby mi się jechać. A naczynia mogę lepić i to z wielką chęcią. Opuściliśmy tylko pierwsze zajęcia, zamierzamy wytrwać do końca - tłumaczy Danuta Kloc.
- Nie sądziłam, że w moim wieku będę jeszcze chodziła do
szkoły. Całkiem fajna to szkoła, stopni nikt nie stawia, nie krzyczy, a jeszcze
kawą i ciastkami poczęstują. No i atmosfera jest tu szczególna, jak w bliskiej
rodzinie – cieszy się 64-letnia mieszkanka Masłomęcza.
Przerywa jej instruktorka Marta Wasilczyk, nauczycielka z Liceum Plastycznego z Lublina (od 20 lat prowadzi pracownię ceramiczną).
- Naczynia, które zrobiliście poprzedniego dnia nożem
garncarskim, teraz trzeba będzie wygładzić wodą. Wiatr szybko wysusza glinę.
Należy koniecznie dbać, aby całkowicie nie zaschła przed ukończeniem naczynia. W
pierwszej kolejności wysycha ucho, następnie krawędzie, a potem reszta naczynia.
Sprawdźcie, czy wszystkie warstwy są dobrze ze sobą zlepione, czy nie ma pęknięć
- instruuje kursantów Marta Wasilczyk.
Maria Bucior na zajęcia z garncarstwa przychodzi razem z dwiema córkami: Eweliną i Natalią.
- Może i lepiej byłoby siedzieć w domu i oglądać teledyski w MTV, ale to jest ciekawsze od bezmyślnego siedzenia przed telewizorem - mówi Ewelina.
Oprócz 15-latki na szkolenia z gockiego rzemiosła przychodzą także inne dzieci z Masłomęcza. Dziesięcioletnia Agnieszka Naworol zdobieniami swoich naczyń wprawiła w zdumienie nawet instruktorkę.
Gockie
dziedzictwo zobowiązuje
- Aby wiernie odtworzyć gockie naczynia, najpierw musieliśmy je obejrzeć w hrubieszowskim muzeum - tłumaczy mama Eweliny.
- To mój drugi własnoręcznie ulepiony garnek w życiu - mówi Krystyna Kraj, pokazując swoje dzieło. Może nie jest idealny, ale - jak mówi przysłowie - nie święci garnki lepią. Ciekawe, w jakiej kulturze jest zrobiony? - śmieje się do instruktorki.
- W kulturze masłomęckiej - odpowiada Marta Wasilczyk.
W ciągu dwóch dni ulepili kilkadziesiąt różnych naczyń. Gdy wyschną, trzeba je wypalić w specjalnym piecu. Bez tego mogłyby być jedynie bezużyteczną dekoracją.
- Wszyscy uczestnicy garncarskich szkoleń są tak przygotowani, że samodzielnie będą świetnie dawali sobie radę - podsumowuje Marta Wasilczyk.
Krystyna Kraj i jej mąż Czesław nie zamierzają zakończyć szkoleń na garncarstwie.
- Chcemy się nauczyć nie tylko lepienia garnków, zamierzamy
zaliczyć wszystkie kursy. Masłomęcz to nasza gocka wioska, a to zobowiązuje -
wyjaśnia Czesław Kraj.
Do wyrobu biżuterii zakupiono modelinę, 15 kilogramów. To z niej powstały różnokolorowe korale i paciorki.
- Robimy rekonstrukcje ozdób znalezionych podczas prac archeologicznych w Rosji i na Ukrainie. Minimalnie różnią się one od ozdób z Masłomęcza – tłumaczy Ewelina Kokowska z UMCS w Lublinie, córka prof. Andrzeja Kokowskiego.
- Trzeba pamiętać, że na tutejszym cmentarzysku zostali pochowani nie tylko Goci. Są tutaj także groby Sarmatów. To koczownicze plemię, które przywędrowało znad Morza Czarnego. Sarmatki różniły się od Gotek zarówno strojem, jak i biżuterią. Sarmatki miały mnóstwo amuletów przy pasie. Były to różne brzękadła, buteleczki na pachnidła i kosmetyki, a także lusterka z symbolicznymi znakami, czy szczypczyki. Te kobiety bardzo dbały o toaletę. Ich stroje miały inną kolorystykę niż ubiór Gotek. W Masłomęczu nie zachowały się stroje gockich kobiet, bo tutaj pochówki były ciałopalne. Dlatego trzeba było korzystać z tych wzorów, które znaleziono właśnie w Rosji i na Ukrainie - wyjaśnia Ewelina Kokowska.
Sołtys rozwija się wszechstronnie
Z wałkowania i lepienia modeliny radość mają nie tylko dzieci, ale i dorośli.
- No, proszę spojrzeć, czyż to nie jest piękne - chwali się swoim paciorkiem Janusz Jędrzejewski, sołtys z Moniatycz i radny gminy Hrubieszów. - Te zajęcia pozwalają wykazać się twórczo i jednocześnie bardzo odprężają - dodaje.
Janusz Jędrzejewski jest emerytowanym nauczycielem. Obecnie gospodaruje na 4,6 ha. Swojego udziału w warsztatach nie zamierza zakończyć na nauce wyrobu gockiej biżuterii.
- Interesuje mnie także tkactwo. Najlepiej po szkoleniach byłoby stworzyć taką gocką wielobranżówkę. Poza tym, jako emeryt, powinienem dbać o swój wszechstronny rozwój - tłumaczy sołtys i radny Jędrzejewski.
Do Masłomęcza przyjechał razem ze swoją żoną i z krewną z Koszalina. Jędrzejewscy chcieli jej pokazać tylko gocką chatę, ale ostatecznie wszyscy zostali na warsztatach.
- Czegóż
chcieć więcej: niezmiernie interesujące zajęcia, sympatyczni ludzie i doskonały
wypoczynek. Chyba nieprędko wrócę do domu - mówi mieszkanka Koszalina.
Ewelina Kokowska tłumaczy, jak mogły wyglądać dbające o urodę Gotki.
- Nie nosiły one korali zarzucanych na szyję tak, jak robią współczesne kobiety. Za pomocą zapinek przyczepiały je sobie do strojów. Ich ubrania były proste; latem lniane, a zimą - wełniane. Na powłóczyste suknie zarzucano płaszczyki, najpewniej czyniono to dla ozdoby. Natomiast mężczyźni ubierali się w spodnie z grubo tkanego lnu i takie same koszule. Krój tych koszul był prosty. Narzucali na nie jeszcze płaszcze, spinane wymyślnymi sprzączkami. Co do butów, praktycznie nie mamy żadnych wskazówek, bo wzorce się nie zachowały - wyjaśnia Kokowska.
Biżuterię Gotek stanowiły metalowe bransolety. Ale nie tylko. Przede wszystkim zdobiły się one w szklane paciorki i w korale.
- Z powodów
technicznych nie możemy tych ozdób robić ze szkła. Musimy się posłużyć modeliną.
Wzory i technika są jednak identyczne, jak w okresie rzymskim, gdy Goci
przebywali na tych terenach - zapewnia Ewelina Kokowska.
Szklane paciorki Gotek mieniły się wieloma kolorami. Umieszczano na nich wzory: od najprostszych ornamentów, poprzez wizerunki zwierząt i ptaków, aż po szkice ludzkich twarzy. Biżuteria Gotek zależała od ich fantazji. Powstające w trakcie warsztatów kopie są wynikiem artystycznych uzdolnień masłomęczan. Podobnie jak tkane przez nich krajki.
- Gotkom takie krajki służyły do przepasywania się lub do
obszywania rękawów czy brzegów sukien. Zwłaszcza, jeżeli brakowało im pieniędzy
na skórę. Utkanie krajki wymaga dużo pracy. Ale stanowi ona świetny element
ozdobny. Im krajka szersza i ma bogatszy wzór, tym jest bardziej efektowna –
przekonuje Ewelina Kokowska.
Wzory tkackie krajek z Masłomęcza nie pochodzą z Polski. Takie nie zachowały się po Gotach. Oryginalne krajki tkano na tabliczkach z prostowanych bawolich rogów.
- W Masłomęczu robimy je na kartach do gry - tłumaczy Krystyna Kraj.
30
powodów do dumy
- Pierwsze próby tkania to była katorga. Sądziłem, że będzie to ogromnie skomplikowane zajęcie. Jest raczej żmudne i pracochłonne – uważa Janusz Jędrzejewski.
Sławomir Guz z bractwa rycerskiego z Chełma uczył masłomęczan obróbki skór i szycia z niej sakiewek oraz butów.
- Nie, nie polowaliśmy na zwierzynę w okolicznych lasach,
aby zdobyć skórę. Gotowy, odpowiednio wygarbowany surowiec kupiliśmy w sklepie -
mówi Bartłomiej Bartecki, pracownik hrubieszowskiego Muzeum im. Stanisława
Staszica, które współpracuje przy realizacji masłomęckiego projektu.
Według Bartłomieja Barteckiego, najtrudniejszym szkoleniem warsztatów było szycie gockich strojów.
- Wymagało poznania różnych krojów, rodzajów materiałów, barwników. Było tu znacznie więcej teorii niż na pozostałych zajęciach. Trzeba było zadbać, aby masłomęckie stroje Gotów były wierne i oryginalne. Z ich szyciem nie było już problemów. Zwłaszcza uczestniczki szkolenia umieją znaczniej lepiej szyć niż instruktorzy - tłumaczy pracownik hrubieszowskiego muzeum.
- Mamy środki na dalszy rozwój gockiej osady w Masłomęczu. Nie wolno poprzestać jedynie na tych szkoleniach - zapewnia Jan Mołodecki, wójt gminy Hrubieszów.
- Liczymy, że po zakończeniu projektu, każdy uczestnik
warsztatów będzie mógł samodzielnie wykonać różne pamiątki po Gotach tak, aby
można je było pokazać, a nawet sprzedać turystom. Zanim jednak oni przyjadą do
Masłomęcza, będziemy tutaj urządzać żywe lekcje historii. Dyrektorzy szkół z
powiatu hrubieszowskiego już są zainteresowani przywożeniem tutaj uczniów. Na
tym nie koniec. Zamierzamy utworzyć objazdowe warsztaty, będziemy jeździli ze
szkoleniami tam, gdzie nas zaproszą. Nie wolno zmarnować tego potencjału,
wyzwolonego w mieszkańcach Masłomęcza - mówi Marek Jańczak, koordynator
projektu.
„Prof. A. Kokowski wskrzesił ducha Gotów w naszych sercach i umysłach. Sprawił, iż powrócił on i zamieszkał w Gockiej chacie w Masłomęczu” - czytamy na internetowej stronie poświęconej gockim inwestycjom w podhrubieszowskiej wsi.
- Nie samymi
wykopaliskami można stworzyć tak niezwykłą aurę jak ta, która powstała wśród
hrubieszowskich Gotów. Dla jej pełnego blasku, trzeba było zaangażowania setek
ludzi, którzy w różnym zakresie i różny sposób przyczynili się do magiczności
tego hasła - uważa prof. Andrzej Kokowski, autor publikacji „ 30 powodów do dumy
z mieszkania w Krainie Gotów”.
R E K L A M A
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|