|
Szczebrzeszynianie są poruszeni reportażem Marii Wiernikowskiej o ich
mieście, który został wyemitowany w regionalnej TVP3. Jedni są oburzeni, że
miasto zostało pokazane jako relikt z czasów PRL – zaściankowe, obskurne i
durne. Drudzy ze smutkiem przyznają, że dziennikarka może przejaskrawiła, ale
sporo prawdy pokazała
Było prawie jak na polowaniu. „Chrząszcz” umknął w trzcinę i udawał, że go nie ma, a ekipa „myśliwych” próbowała go wypłoszyć. Czekali wytrwale, ale on był uparty. Odeszli z niczym. Nie dali jednak za wygraną. Reportaż Marii Wiernikowskiej został pokazany 4 marca w TVP 3. Poruszył mieszkańców Szczebrzeszyna. Na stronach internetowych skomentowano go ponad 300 razy
- Panie!!! Piękna okolica! Lasy blisko, rzeka,
pagórki, urodziwe dziewczyny, gościnni ludzie. Jaki mógłby być piękny ten
Szczebrzeszyn... - marzył jeden z internautów.
W tym reportażu o Szczebrzeszynie niestety było inaczej. To, co pokazała Maria Wiernikowska w ostatnim odcinku „Telewizji objazdowej”, emitowanym przez TVP3 w niedzielę 4 marca, zaskoczyło chyba wszystkich.
Do Urzędu Miasta ekipa telewizyjna trafiła w poszukiwaniu siedziby „Chrząszcza” - czasopisma, które wydawane jest przez Stowarzyszenie Miłośników Szczebrzeszyna...
Polowanie na chrząszcza
Dziennikarka zobaczyła burmistrza na korytarzu. Gospodarz miasta i gminy nie zainteresował się tym, co kamery „robią” w urzędzie. Zszedł na dół i zamknął się w gabinecie przewodniczącego Rady Miasta.
- Ten głupek sprowadził telewizję… Niech się wynoszą... Nikt się nie umawiał – słychać było zza drzwi.
- Panie burmistrzu, panie burmistrzu – pukając do drzwi wołała Wiernikowska.
Ekipa czekała przed zamkniętymi drzwiami prawie godzinę.
- Oglądając fragment programu z Urzędu Miejskiego
miałem wrażenie, że oglądam film „Sami swoi”, albo scenę z filmu Barei. Naprawdę
nieźle się uśmiałem, chociaż na pewno dla szczebrzeszynian nie jest to śmieszne,
oni żyją w takich realiach – pisał po emisji programu jeden z internautów.
Z burmistrzem Wiernikowska spotkała się dopiero na drugi dzień. Pytaniami „krążyła” wokół sporu pomiędzy Marianem Mazurem a Tomaszem Gaudnikiem, właścicielem niezależnej informacyjnej strony internetowej: www.szczebrzeszyn info. (W ubiegłym roku burmistrz Szczebrzeszyna poczuł się obrażony przez internautów wypowiadających się na forum tej strony i złożył na nich doniesienie do prokuratury. Ta przekazała sprawę policji. Policjanci zabrali Gaudnikowi komputer - jako narzędzie pomocne w dochodzeniu).
- To pseudodziennikarz... to biedny człowiek, wykorzystywany przez pewną grupę ludzi – powiedział dziennikarce burmistrz.
Po emisji programu w TVP 3 odezwali się broniący Gaudnika internauci.
- Nie bez przyczyny pracownicy urzędu
nazywają go (burmistrza) „ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. I nie jest to
wina pana Gaudnika. A nazywanie kogoś „chory” jest nie na miejscu, szczególnie,
jeśli wypowiada to osoba publiczna – pisali.
Opozycja też pokazała, że nie śpi.
- Pan Tomek rękami pani Wiernikowskiej załatwił swoje
porachunki z Mazurem. Ciekawe tylko, czy pani Wiernikowska zdawała sobie sprawę
z tego, że jest narzędziem w czyichś rękach?... Nawet wizyta u pana Krasnego
była tym zdominowana, a tematem powinien być chyba „Chrząszcz” – pisali oburzeni
internauci.
Tomasz Gaudnik nie wiedział, po co do Szczebrzeszyna przyjechała dziennikarka. Była zainteresowana sprawą „aresztu” komputera, więc jej o tym opowiedział. Poprosiła, aby jej towarzyszył w drodze do redakcji czasopisma „Chrząszcz”, nie odmówił.
- Wbrew temu, co się sugeruje w niektórych komentarzach, to nie ja sprowadziłem telewizję do Szczebrzeszyna. Nie miałem też wpływu na to, co było filmowane, a później emitowane w tv. Do urzędu ekipa trafiła, ponieważ pani Wiernikowska chciała zobaczyć siedzibę redakcji „Chrząszcza”, bo w stopce gazetki jest adres Urzędu Miejskiego. Historia z uciekającym i zamykającym się w pokoju biura rady burmistrzem była przypadkowa - tłumaczy Gaudnik.
- Pan Tomek na pewno celowo nie zaszkodziłby miastu. Myślę, że próbuje się z Tomka zrobić kozła ofiarnego i odwrócić uwagę od burmistrza. W programie Tomek nie powiedział ani jednego złego słowa na pana Mazura - broni Gaudnika inny internauta.
Teoria
działań wojennych
W drugiej części reportażu pokazano sporo obskurnych miejsc.
- Pani Wiernikowska - korespondentka wojenna znalazła się na właściwym miejscu, bo nasze miasteczko wygląda, jak po działaniach wojennych. Rudery budynków poszkolnych, plac jak po ataku co najmniej katiusz, źródełko, jak jeden wielki lej po bombie..., a strateg szykuje kolejny atak – opisuje jeszcze inny internauta.
O historii szczebrzeszyńskich Żydów opowiadał dziennikarce regionalista Jan Jurczykowski i zrzeszeni w stowarzyszeniu miłośnicy Szczebrzeszyna.
- Po obejrzeniu tej części reportażu
można było odnieść wrażenie, że to wyłącznie polska społeczność Szczebrzeszyna
jest odpowiedzialna za zagładę miejscowych Żydów - nie kryją swojego
rozczarowania mieszkańcy miasta.
Na stronie www.szczebrzeszyn.info, na temat reportażu Marii Wiernikowskiej napisano prawie 280 komentarzy. Około 50 internautów skomentowało go na stronie www.szczebrzeszyn.net. Większość mieszkańców nie jest zachwycona przedstawionym przez dziennikarkę obrazem miasta.
- Przez moment odniosłem wrażenie, jakbym to ja był winny, że Żydów w Szczebrzeszynie już nie ma... i dlatego jest tak jak jest. W Szczebrzeszynie mieszka wielu inteligentnych ludzi, którzy mogliby coś ciekawego powiedzieć, przez te trzy dni można było zmontować naprawdę ciekawy materiał – ubolewa pewien internauta.
- Dobrze, że nie powstała kolejna laurka, a ciekawy reportaż, zrobiony tym razem przez ludzi z zewnątrz. Nie ma się co oszukiwać. Tak właśnie wygląda Szczebrzeszyn - oponuje internauta podpisujący się „Krk”.
Gały i rekwizyty - Pani dziennikarka Wiernikowska nie miała na celu
promocji naszego miasta, lecz pokazanie naszych słabości i ułomności. Sposób
zobrazowania był żałosny. To była jawna drwina od samego początku, a pan
burmistrz i pan Gaudnik byli jedynie rekwizytami w jej rękach. Poprowadziła ten
reportaż tak, jak zwykła to robić w czasie konfliktów zbrojnych. Szukała taniej
sensacji i ją znalazła. Pokazała to wszystko tak, jak chciała. A co się tyczy
naszego miasta, to niech się każdy uderzy w pierś i powie, co zrobił w naszym
mieście, aby żyło się lepiej. Zanim zaczniemy krytykować kogokolwiek, zacznijmy
najpierw od siebie. Gaudnik jest, jaki jest, ale na pewno zrobił więcej dla
promocji naszego miasta niż niejeden szanujący się mieszkaniec. Chociaż bez winy
nie pozostaje - komentuje kolejny internauta.
W końcu i tak prawda wyszła na jaw. To nie Tomek Gaudnik i nie opozycja burmistrza Mazura zaprosiła Marię Wiernikowską do Szczebrzeszyna. Na informacje o tym mieście natrafiła jej współpracowniczka (researcher) - Agnieszka Rahoza.
- Szalenie mnie bawią wpisy sugerujące jakiś spisek.
Wszystko jest w Internecie. Przejrzałam wszelkie możliwe strony i fora. Nic
ponadto. Jeśli ktoś jest dociekliwy, może wszystko odszukać. Postać burmistrza
jest niezwykle barwna. Moją uwagę zwróciło przemówienie na Radzie Miasta
dotyczące kierunków rozwoju na rok 2007. Z owym słynnym „Mi to Lotto” (dotyczące
wygranej kampanii wyborczej). Jak również informacja o Kawęczynku i
wątpliwościach związanych z przetargiem. W najśmielszych snach nie przewidziałam
ucieczki burmistrza po korytarzach. Miło było zobaczyć bohaterów moich
poszukiwań. Szczególnie Pana Jurczykowskiego. Pozdrawiam wszystkich zapewniając,
że ośmieszanie czy drwina ze Szczebrzeszyna nie była niczyim zamiarem - zapewnia
Agnieszka Rahoza.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|