|
Niewielu mieszkańców naszego regionu wie, że toczy się proces
beatyfikacyjny ks. Błażeja Nowosada. Ten Sługa Boży 19 grudnia 1943 r. został w
okrutny sposób zamordowany przez hitlerowskich i ukraińskich opra-wców. Ks.
Błażej zginął na strychu świątyni, którą się opiekował - kościoła pw. św. Jana
Chrzciciela w Potoku Górnym
Ksiądz Błażej Nowosad urodził się 3 lutego 1903 r. w Siemnicach, małej wiosce w parafii Wożuczyn. Jak się dowiedzieliśmy, jego rodzice - Karol i Franciszka - mieszkali wówczas razem ze stryjem ks. Błażeja - Józefem Nowosadem. Do dziś w Siemnicach żyją krewni Sługi Bożego - właśnie potomkowie jego stryja Józefa.
- Mój ojciec Ignacy był stryjecznym bratem księdza Błażeja - opowiada Czesław Nowosad. - Kiedy przyszły ksiądz mieszkał z nami, ja byłem jeszcze dzieckiem i słabo go pamiętam. Wiem, że chodził do szkoły i pomagał w gospodarstwie.
Pan Czesław pamięta za to, że pola dziadkowie mieli wówczas coś z 10 mórg. Jak na owe czasy, całkiem sporo. Rodzicom ks. Błażeja podobno gorzej się powodziło.
- Mieszkali razem z nami w Siemnicach, bo spalił się im dom w Wożuczynie - twierdzi siostra Czesława Nowosada, Stefania Bochen. Zastrzega jednak, że niewiele już pamięta z tamtych czasów.
- Rodzice opowiadali, że Błażej bardzo pracowity był. No, a później poszedł za księdza. Wtedy już rzadziej u nas bywał - wspomina krewna kandydata na ołtarze.
Kapłańska droga
Do Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie wstąpił w 1920 roku, pięć lat później przyjął święcenia kapłańskie. Do 1929 r. był wikariuszem w parafii Goraj, a później w Górecku Kościelnym. Parafią w Górecku Kościelnym ks. Błażej zarządzał aż do 1936 r. Dał się poznać jako znakomity i troskliwy gospodarz. Wspomagany przez wiernych wybudował kościół w Aleksandrowie, dzięki czemu w 1936 r., w tej miejscowości została erygowana parafia. Budowniczy kościoła w tym roku objął zaś parafię w Potoku Górnym. I tu zaraz zabrał się za remont świątyni, organizował też orkiestrę, aktywizował wiernych na wiele sposobów. W Potoku Górnym ks. Nowosada zastała wojna.
- W tych trudnych czasach Sługa Boży dał się poznać jako kapłan dobrego serca - pisze o kandydacie na ołtarze ks. dr Wiesław Galant, wicerektor Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej. - Dzielił się z ubogimi. Wspomagał wysiedleńców z Wielkopolski i ukrywających się potockich Żydów. Z własnych zasobów oddawał żywność, a także organizował jej zbiórkę na przesyłanie paczek osadzonym w obozach ludziom z konspiracji niepodległościowej. Regularnie wpłacał pieniądze na pomoc dla kapłanów przetrzymywanych w niemieckich obozach. Szerzył kult Najświętszego Sakramentu i Matki Bożej wskazując na Boga jako źródło duchowej mocy i pocieszenia. W czasie wysiedlania wiosek Zamojszczyzny publicznie modlił się w kościele parafialnym za tych, którzy w ostatnim czasie wiele wycierpieli. Umacniał uciemiężoną ludność swymi kazaniami i dobrym słowem. Głosił publicznie, że Polska nie zginęła i nigdy zginąć nie może. Jakiś czas spędził w niemieckim więzieniu. Kiedy zaś Niemcy oświadczyli w gminie, że gotowi są wypuścić księdza proboszcza na wolność, jeśli ludność odda w 100% naznaczone powinności (kontyngent), wówczas chłopi wygarniali z zasieków ostatnie ziarna, aby ratować swojego księdza, co nie było łatwą decyzją, gdyż rok był nieurodzajny. To zdarzenie świadczy o tym, jak drogi był ludności Potoka jej proboszcz, ksiądz Błażej Nowosad.
Rzeź niewinnych
19 grudnia 1943 r. był ostatnim dniem życia ks. Błażeja. Rankiem żandarmeria niemiecka wraz z policją ukraińską i uzbrojonymi cywilami narodowości ukraińskiej rozpoczęła pacyfikację Potoka Górnego i sąsiednich wiosek. Napastnicy spalili 250 domów, strzelali do bezbronnych mieszkańców - w tym dniu zginęło w sumie 29 osób. Nawet kościół, w którym schroniła się część ludności, nie gwarantował bezpieczeństwa. Oprawcy zabrali księdza z plebanii, włamali się do kościoła i na strychu torturowali proboszcza. Zarzucali mu, że ukrywa „bandytów”. Pytali księdza, kto we wsi ukrywa Żydów, kto ma broń, kto jest w partyzantce. Proboszcz nikogo nie wydał.
- To chyba rozwścieczyło katów - mówi ściśniętym ze wzruszenia głosem Czesław Nowosad. - Świadkowie opowiadali, że przed śmiercią był okrutnie torturowany - bito go po całym ciele, wyrywano paznokcie, żywcem zdzierano mu skórę z pleców. Potem został zabity strzałem z pistoletu w głowę. A przed pacyfikacją parafianie go ostrzegali: „Proboszczu, zejdźcie stąd - uciekajcie, bo coś się złego tu na pewno stanie”. „Ja swoich owieczek nie zostawię” - miał odpowiedzieć. Za to co przeszedł, co wycierpiał, należy mu się wyniesienie na ołtarze. I my gorąco się za to modlimy. Tylko nie wiem, czy ja jeszcze tego doczekam.
Krew męczennika
- Krew Sługi Bożego Błażeja Nowosada wsiąkła w strop naszego kościoła - mówi ks. Stanisław Zarosa, obecny proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela w Potoku Górnym. - Ludzie, którzy pracowali przy wymianie dachu, widzieli jej ślady na drewnie. Pamięć o męczeńskiej śmierci ks. Błażeja jest niezwykle żywa w naszej parafii, modlimy się za jego duszę w czasie mszy świętej i w różańcu. Teraz nasze modlitwy zanosimy także w intencji jego beatyfikacji.
W obchodach rocznicy pacyfikacji Potoka Górnego i męczeńskiej śmierci proboszcza tutejszej parafii od kilku lat uczestniczy młodzież z Gimnazjum w Szyszkowie. Przygotowuje piękną oprawę artystyczną i na tutejszym cmentarzu - m.in. wraz z władzami gminy - składa wieńce na grobie ks. Błażeja. - W naszej pracy
wychowawczej z młodzieżą obficie korzystamy z tych wartości, które swoją
męczeńską śmiercią uosabia ks. Błażej - mówi Stanisław Domański, dyrektor
Gimnazjum w Szyszkowie. - W szkole od dłuższego czasu dojrzewa pomysł obrania go
na naszego patrona. Myślę, że w przyszłym roku rozpoczniemy już oficjalne
działania w tym kierunku.
R E K L A M A
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|