R E K L A M A



Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
R E K L A M A
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Inga, Daria, Sambor strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Robert Horbaczewski
Data: 14.04.2004, 3:01
Zmiany: 14.04.2004, 3:20
Czytane: 4051x
Komentarzy: 0 [sprawdź]
test
   Gospodarka i polityka
Archiwum: 3318   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Łapówki dla lekarzy  
Przy zamojskim sądzie powstaje specjalistyczny szpital. Jest już chirurg, dwóch neurologów i tyle samo pulmonologów. Niewykluczone, że pojawią się następni. Kadrę werbuje prokurator

Taka anegdota zaczyna krążyć po korytarzach zamojskiego Sądu Rejonowego. Niemal wszyscy medycy, którzy muszą stawić się do sądu, oskarżeni są o przyjęcie łapówki.
Mirosław Buczek, szef Prokuratury Rejonowej w Zamościu przyznaje, że sprawy, w których oskarżano lekarzy, do niedawna należały do rzadkości. Jeśli już jakiś medyk zasiadał na ławie oskarżonych, to pod zarzutem popełnienia błędu w sztuce medycznej lub zwykłego niedbalstwa. Oskarżenia o łapownictwo są nowością. Zwalczaniu patologii sprzyja nowelizacja kodeksu karnego z lipca ubiegłego roku. Nowe przepisy przecięły więź łączącą dającego i biorącego.

- Teraz ten, kto przyzna się do wręczenia łapówki, zanim wykryją to organy ścigania, uniknie odpowiedzialności karnej - wyjaśnia prokurator Buczek.
Prokurator podkreśla, że informacje o korupcji wśród pracowników służby zdrowia wychodzą na światło dzienne przez przypadek, w toku czynności prowadzonych w innym kierunku. Zazwyczaj rodzina przychodzi do prokuratora, aby powiadomić o błędnych - ich zdaniem - działaniach medycznych, które przyczyniły się do śmierci bliskiej im osoby.
- W trakcie przesłuchania, niejako przy okazji, pada stwierdzenie, że w zamian za określone czynności medyczne wręczyli łapówkę – mówi prokurator Buczek.

Śledczy podkreślają, że wykrycie łapownictwa należy do tej kategorii spraw trudnych. Rzecz dzieje się w zamkniętym kręgu. Jeśli obie strony są zadowolone z transakcji, sprawa nigdy nie ujrzy światła dziennego. Śledztwo opiera się zazwyczaj na analizie dowodów z zeznań świadków i konfrontowania ich z wyjaśnieniami osoby podejrzewanej.
- Zanim prokurator postawi zarzut, musi nabrać przekonania, że taki fakt rzeczywiście miał miejsce – mówią prokuratorzy prowadzący tego typu śledztwa.

Obyczaj narodowy
Po rozmowach z pacjentami można nabrać przekonania, że zjawisko łapownictwa wśród „białych fartuchów” jest powszechne. Stało się nawet elementem obyczajowości.
- Moja rodzina, która mieszka na wsi, bez względu czy idzie do lekarza po przedłużenie recepty, z grypą, czy po skierowanie do specjalisty, zawsze daje lekarzowi po 20 zł. Kiedy pytam, po co? Odpowiadają, że tak trzeba - wyjawia Elżbieta, urzędniczka z Zamościa.
Niemal każdy pacjent trafiający do szpitala ma na wszelki wypadek w reklamówce alkohol lub bombonierkę. Nierzadko rodziny pacjentów noszą też drób i gatunkowe wędliny. Nie jest ważne co, liczy się aby cokolwiek zanieść.

- Czasami się nawet dziwię, że lekarz, który podjeżdża pod szpital dobrym samochodem, wychodzi z pracy z reklamówką, z której wystaje pęto wiejskiej kiełbasy. Żałośnie wygląda, gdy jedną ręką stara się otworzyć samochód, a drugą podtrzymuje wymiętą, wypchaną reklamówkę - opowiada osoba, która przez pewien czas prowadziła działalność gospodarczą obok szpitala w Tomaszowie Lubelskim.
Tomaszowska prokuratura w ubiegłym roku prowadziła śledztwo w sprawie Stanisławy M. spod Tyszowiec. Kobieta znana była w środowisku z załatwiania rent. Nie postawiono jej jednak zarzutu łapówkarstwa, lecz oszustwa. Z ustaleń śledztwa wynika, że brała od znajomych pieniądze, ale nie przekazywała ich lekarzom. Jerzy Piechnik, szef Prokuratury Rejonowej w Tomaszowie Lub. zaznacza, że śledztwo nie było prowadzone w kierunku łapówek i nie można mówić, że prokuratura coś udowodniła lub czegoś nie udowodniła.

- Nie było żadnych dowodów na to, że oskarżona wręczyła komukolwiek łapówkę, a nawet, że spotykała się z lekarzami lub orzecznikami – mówi prokurator.
Mężczyzna, prowadzący w powiecie tomaszowskim własny biznes, zna panią M. Kiedyś podwoził ją do szpitala w Tomaszowie.
- Pamiętam, że przed wejściem do szpitala kupiła kilka kilogramów kiełbasy i powiedziała, że to dla tych konowałów. Widziałem jak ją żegnali. Ona miała duże kontakty – opowiada mężczyzna.
Prokurator Jerzy Piechnik ma świadomość tego, że świadkowie w postępowaniu przygotowawczym nie mówią wszystkiego.
- Wiedzą, jaką rangę mają zeznania złożone do protokołu. Na rozprawie trzeba stanąć przed sądem, potwierdzić swoje zeznania, spojrzeć lekarzowi w oczy – wyjaśnia prokurator.

Wymuszania i wmuszania
Jeden z zamojskich lekarzy opowiada, w jaki sposób można wymusić pieniądze.
- Pacjent trafia na oddział ze skierowaniem na operację np. przepukliny, żylaków lub tarczycy. To nie są schorzenia, od których się od razu umiera. Kilka dni zwłoki nie ma znaczenia, ale pacjent się denerwuje. Wystarczy przyjąć postawę wyczekiwania – opowiada zamojski medyk.
Doświadczyła tego 37-letnia Iwona, nauczycielka z Zamościa. Jej syn otrzymał skierowanie na zabieg usunięcia polipów. Na oddziale leżał trzy dni. Kiedy zaniepokojona poszła do lekarza, usłyszała: „Od pani zależy, czy dziecko będzie operowane jutro, pojutrze czy za tydzień”.
- Dowiedzieliśmy się, że stawką jest tysiąc złotych. Postanowiliśmy z mężem nie dawać. Lekarz na obchodzie ironicznie się uśmiechał. Przeprowadził zabieg, gdy mąż zrobił publicznie awanturę – opowiada pani Iwona.

Lekarze twierdzą, że to sami pacjenci nierzadko wmuszają przyjęcie pieniędzy, bo gdzieś słyszeli, że lekarz bierze lub należy mu coś dać.
- Zdarzyło mi się, że po wyjściu z gabinetu rodziny pacjenta znalazłem na biurku pieniądze. Poszedłem do nich i pytam: „Po ci mi je daliście”. Oni robią głupią minę i udają, że nie wiedzą, o co mi chodzi – opowiada anestezjolog.
- To nie pacjenci dają łapówki, lecz ich rodziny. Myślą, że tak trzeba. Szkoda, że nikt z pracowników służby zdrowia nie zawiadomił prokuratora o próbie wręczenia łapówki. To byłaby przestroga i ostrzeżenie dla innych – mówi Tomasz Anasiewicz, dyrektor „starego” szpitala w Zamościu.

Reforma kombinowana
Kiedy wprowadzano reformę służby zdrowia politycy obiecywali, że nowy sformalizowany system ograniczy patologię. Ustanowiono instytucję lekarza rodzinnego, utrudniono bezpośredni dostęp do specjalistów. Prognozowano, że pacjent mając możliwość wyboru placówki, w której wykonany zostanie zabieg, przestanie uważać za konieczne płacenie komukolwiek. To on przecież będzie decydować, gdzie i u kogo się leczyć. Plany okazały się złudne. Pojawiły się kolejki, a służba zdrowia jest sparaliżowana.
- System służby zdrowia jest patologiczny. Nagminnie ktoś chce coś załatwić bez kolejki, tak rodzą się łapówki – uważa Andrzej Mielcarek, dyr. szpitala „papieskiego” w Zamościu.
- Podtrzymuje się mit państwa opiekuńczego, gdzie wszystko się należy za darmo. To jest jedno, wielkie, zbiorowe oszustwo. Wprowadźmy współfinansowanie usług medycznych, a znikną kolejki i ograniczy się patologie – postuluje Tomasz Anasiewicz, dyrektor szpitala „starego” w Zamościu.

Krystyna Domańska, rzecznik praw pacjenta przy lubelskiej delegaturze Narodowego Funduszu Zdrowia uważa, że kolejki nie są przyczyną lepkich rąk medyków.
- Kiedyś nie było kolejek i limitów, a problem istniał – dowodzi.
Lekarze „psioczą” na małe pensje, nie przystające do ich wykształcenia i odpowiedzialności. Andrzej Mielcarek, dyrektor szpitala im. Jana Pawła II w Zamościu alarmuje, że szpitalowi grozi odpływ wykształconej kadry. W ubiegłym tygodniu jeden ze specjalistów wziął urlop bezpłatny i wyjeżdża do pracy za granicę. Takie kroki zapowiadają następni.
- Najlepszy sposób, aby zlikwidować zjawisko, to dobre zarobki lekarzy. Takie jak na Zachodzie – mówi dyr. Mielcarek.

- To skandal, że pensja lekarza jest tak niska i porównywalna do pensji wykwalifikowanego robotnika, przy całym szacunku dla pracy fizycznej – wtóruje mu Tomasz Anasiewicz.
- Skąd więc te samochody lekarzy na naszym parkingu, wakacje za granicą, wolno stojące domy. Ci, co notorycznie narzekają, mają po dwa mieszkania, dwa samochody i działki rekreacyjne za miastem – irytuje się pielęgniarka z 15-letnim stażem pracy.
- Lekarz czy pielęgniarka decydując się na wykonywanie tego zawodu i zaczynając studia, doskonale orientuje się, jakie są zarobki. Czyli taka osoba zakłada od razu, że będzie brała łapówki? – pyta retorycznie Krystyna Domańska.

W kamiennym kręgu
Sami lekarze niechętnie mówią o korupcji we własnych szeregach. Przekonują, zresztą słusznie, że gros lekarzy jest oddanych pracy i brzydzi się kopertówkami. Dyrektorzy szpitali, z którymi rozmawialiśmy proszą aby podkreślić, że są przeciwni zjawisku i zwalczają je z całą surowością. W trakcie rozmów przyznają jednak, że sprawa nie jest prosta.
- Tak naprawdę mam związane ręce. Jeśli nie mam dowodów, to mogę jedynie narazić się na zniesławienie lub zarzut szkalowania czyjegoś imienia. Prokurator w przeciwieństwie do mnie niczego nie ryzykuje. Kiedy pytam osób, które rzekomo dały łapówkę czy potwierdzą to przed prokuratorem, natychmiast wycofują się z oskarżeń – opowiada dyrektor Anasiewicz.
Krystyna Domańska nie jest zdziwiona takim zachowaniem:
- Pojedynczy człowiek nie złoży zawiadomienia, bo jest potencjalnym pacjentem. Boi się, że w przyszłości będzie też potrzebował opieki medycznej. Wie, że środowisko lekarzy jest hermetyczne. Obawia się, że gdy będzie potrzebował pomocy, może być potraktowany gorzej. To typowe błędne koło.
Robert Horbaczewski

PS. Pacjenci opowiadający o przypadkach korupcji nie zgodzili się na ujawnienie ich personaliów. Lekarze również. Tłumaczyli, że nie chcą, aby ich nazwisko pojawiało się w kontekście łapówek.

Pacjent ma prawo:
- Do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom wiedzy medycznej, a w sytuacji ograniczonych możliwości, do korzystania z rzetelnej, opartej na kryteriach medycznych procedury ustalającej kolejność dostępu do świadczeń
- Informacji o swoim stanie zdrowia, planowanych i możliwych działaniach diagnostyczno-terapeutycznych, a także ich konsekwencjach;
- Wyrażenia zgody na udzielenie określonych świadczeń zdrowotnych lub ich odmowy po uzyskaniu odpowiedniej informacji;
- Intymności i poszanowania godności w czasie udzielania świadczeń zdrowotnych;
- Udostępniania mu dokumentacji medycznej lub wskazania innej osoby, której może być ona udostępniana;
- Zapewnienia ochrony danych zawartych w dokumentacji medycznej dotyczącej jego osoby;
- Umierania w spokoju i godności;
- Dodatkowej opieki pielęgniarskiej świadczonej przez osobę bliską lub inną przez siebie wskazaną
- Kontaktu osobistego, telefonicznego, korespondencyjnego z bliskimi;
- Opieki duszpasterskiej
(na podstawie ustawy o zakładach opieki zdrowotnej)
Pacjenci, którzy uważają że ich prawa zostały naruszone, mogą się skontaktować z Krystyną Domańską, rzecznikiem praw pacjenta przy lubelskiej delegaturze Narodowego Funduszu Zdrowia. Adres w Lublinie: ul. Szkolna 16, telefon (0-81) 531-05-45.

Dla lekarza na zdrowie

2000 - 3000 zł
dokumentacja niezbędna do uzyskania renty.

1000 zł - za przeprowadzenie operacji przepukliny miał wziąć Zbigniew W., chirurg ze szpitala „papieskiego”. Pacjent zmarł. Lekarz oddał rodzinie zmarłego pieniądze w reklamówce. Nie przyznaje się do zarzutu. Twierdzi, że pacjent dał mu pieniądze jako gratyfikację za poprzednie wizyty w jego prywatnym gabinecie.
- pod zarzutem fałszowania dokumentacji medycznej siedzi na ławie oskarżonych Andrzej B., były ordynator oddziału neurologii szpitala „papieskiego”. Na podstawie tej dokumentacji szpitalnej jeden z jego pacjentów Henryk K. wyłudził świadczenia rentowe.

400 zł - za przedłużenie pobytu pacjenta na oddziale miał przyjąć Józef Sz., ordynator oddziału pulmonologii szpitala „starego” w Zamościu. Nie przyznaje się do zarzutu. Pacjent zmarł.

200 zł – za przeprowadzenie zabiegu gastroskopii miał przyjąć Krzysztof S. z oddziału pulmonologii szpitala „starego” w Zamościu. Nie przyznaje się do zarzutu.

20 zł to dowód wdzięczności, jaki otrzymuje lekarz w ośrodku wiejskim

300 - 500 zł „przychylność” lekarza prowadzącego leczenie.

50 - 100 zł zwolnienie lekarskie np. na przeziębienie

50 zł „podziękowanie” za przyjęcie na wizytę w miejskim szpitalu.








R E K L A M A






Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - roztocze.net - P.Rogalski & R.Moteka]