recenzja
Recenzja Zbigniew Dmitroca:
Metafizyka i śmiech, w: Kwartalnik Literacki Kresy nr 32
(...) Tyburski jest artystą młodym i nieustannie poszukującym. Ciągle
stara się wyjść poza krąg motywów i problemów z którymi już sobie poradził.
Unika naśladowania samego siebie, malowania tego co nie sprawia mu trudności.
Ta potrzeba ciągłych poszukiwań prowadzi go niekiedy w rejony niezbyt
mu przyjazne. Ale takie są koszta rozwoju. Oprócz malarstwa olejnego,
uprawia rysunek piórkiem, robi gwasze. Ciągnie go w stronę ilustracji,
co znakomicie udaje mu się w gwaszach, nie sprawdza się natomiast w
olejach.
(...) Tyburski często wykorzystuje motywy jasełkowe i jarmarczne. Lubi
się bawić. I wtedy jest ironistą. Natomiast nostalgia pojawia się gdy
maluje kobiety. Odnosi się do nich z widoczną na pierwszy rzut oka czułością,
mimo że są tak samo deformowane, odrealnione i archetypizowane. Wprawdzie
kobiety na jego płótnach mają wielkie głowy, długie, cienkie szyje,
ręce jak wierzbowe witki a nogi jak szczudła, ale są piękne.
(...) Nie trzeba być wytrawnym znawcą sztuki, żeby znaleźć w jego twórczości
pewne pokrewieństwo z Witoldem Wojtkiewiczem i Tadeuszem Makowskim,
ze współczesnych z Franciszkiem Maśluszczakiem, a nawet...Jerzym Dudą-Graczem.
Co prawda tych czterech malarzy poza figuratywnością łączy raczej niewiele,
ale każdy jest na swój sposób starszym bratem Tyburskiego. W stronę
dwóch pierwszych kieruje go widoczna w wielu płótnach nostalgia i rozmarzenie,
a w stronę drugich- ironia, a niekiedy wręcz szyderstwo. Przy czym i
owo rozmarzenie, i szyderstwo nie wychodzą mu na dobre. Jego twórczość
rozpięta jest pomiędzy biegunami subtelnej ironii i dyskretnej nostalgii.
Wszelkie pogrubienie, wzmacnianie prowadzi ku malarskiej publicystyce
i gadulstwu. Domeną Tyburskiego jest asceza. Ilekroć o tym zapomina,
z obrazu ulatnia się metafizyka. Gnie coś, bez czego te płótna są tylko
świadectwem umiejętności warsztatowych i wrażliwości na kolor i formę.
(...)
|