| katalog/artyści |
![]() |
| Artyści |
| Rodzaj sztuki |
liczba wpisów
|
ilość podstron
|
||
| Artyści teatralni |
5
|
1
|
||
| Fotograficy |
2
|
0
|
||
| Konserwatorzy zabytków |
0
|
0
|
||
| Muzycy |
12
|
1
|
||
| Plastycy |
39
|
5
|
||
| Pisarze |
15
|
15
|
||
| Rzeźbiarze |
0
|
0
|
||
| Sztuka ludowa |
0
|
0
|
||
| Sztuka użytkowa |
0
|
0
|
||
|
Zamojskie środowisko plastyczne Wystawy środowiskowe zawsze będą bardziej przypominały jarmark rozmaitości niż jakąkolwiek celową propozycję. Już z założenia są swoistą wieżą Babel, której budowniczowie przemawiają naraz wieloma różnymi językami. Jako okresowe przeglądy aktywności środowiska opierają się przecież na wolnym udziale poszczególnych członków, z których każdy wnosi tradycje ukończonej uczelni, własny bagaż doświadczeń, indywidualny światopogląd artystyczny i co z tym się wiąże, odmienne, często wręcz skrajne preferencje problemowe, formalne i warsztatowe. Toteż różnorodność, owa wielojęzyczność wypowiedzi jest regułą i nieodłączną cechą tego rodzaju ekspozycji niezależnie od regionu i stopnia jego rozwoju cywilizacyjnego. Cecha ta stawia przed organizatorami wyostrzone wymagania, piętrzy trudności, narzuca określony porządek postępowania już od momentu wstępnych przygotowań. Nic też dziwnego, że wystawy środowiskowe nie wywołują zwykle entuzjazmu wśród pracowników galerii. Z drugiej zaś strony są one często jedyną szansą całościowego oglądu aktualnych dzieł artystów najbliższego otoczenia, dokonania porównań, analiz, osądu. Cecha ta w pełni odnosi się także do wystaw środowiska zamojskiego. Mniej liczne w stosunku do skupisk artystycznych dużych aglomeracji, nie może jak one, szczycić się, odmierzaną całymi wiekami tradycją. Historia środowiska zamojskiego zaczyna się dopiero po wyzwoleniu, wraz z powstaniem Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych, dobrej jak się wkrótce okazało, cenionej w kraju szkoły, której życie, przynajmniej w początkowej fazie, wywierało przemożny wpływ na jego rozwój i integrację. Dziś liczy ono ponad pięćdziesięciu profesjonalistów osiadłych na obszarze czterech powiatów (biłgorajski, hrubieszowski, tomaszowski, zamojski) objętych tradycyjną nazwą Zamojszczyzny. Większość skupiła się w samym Zamościu, który w miarę rozwoju placówek kultury i zmiany programu nauczania w szkołach zaoferował największą liczbę miejsc pracy. Spora jednak gromadka rozproszyła się po różnych ośrodkach regionu osiedlając się głównie w Biłgoraju, Szczebrzeszynie, Tomaszowie i Zwierzyńcu. Stąd słuszniejsza, być może, byłaby nazwa - p l a s t y c y Z a m o j s z c z y z n y. Powszechniej stosowane jest jednak określenie - ś r o d o w i s k o z a m o j s k i e, co zważywszy na zamieszkałą w Zamościu większość i naturalne ciążenie ku centrum regionu pozostałych artystów, nie wydaje się błędem zbyt rażącym. To oczywiste, że o miejscu zamieszkania decydowały więzi rodzinne i możliwości zatrudnienia. Wielu jednak pozostało tu z wyboru, rezygnując często z atrakcyjnych propozycji pracy w innych, znacznie większych ośrodkach kraju. Mieli świadomość, że wiążą swoje życie z regionem typowo rolniczym, pozbawionym nie tylko nowoczesnego przemysłu, ale także jakichkolwiek środowisk opiniotwórczych i sił stymulujących tempo rozwoju. Zamojszczyzna należała do regionów najsłabszych. Była częścią tzw. "ściany wschodniej", określanej równie wzgardliwie "Polską B" - nazwą kojarzącą się zawsze z biedą i ogólnym zacofaniem. Łatwo odgadnąć czym się kierowali. Jednak sentymentalny kontekst ich motywacji prowokuje pytania o artystyczne ambicje, o aspiracje. Może nie każdy artysta pragnie być tym pierwszym, najlepszym na świecie, ale każdy oczekuje na zrozumienie, na akceptację, chciałby zaznaczyć swoją obecność przynajmniej w kręgu najbliższej społeczności, mieć jakiś wpływ na otoczenie. Prowincja zawsze była synonimem hermetyzmu, zastoju i graniczącego ze wstecznictwem konserwatyzmu. Małomiasteczkowy marazm urósł w obiegowym pojęciu do rangi symbolu. Wybór takiego otoczenia był dla artysty równoznaczny niemal z aktem samobójczym. Izolował, ograniczał uczestnictwo w życiu publicznym, skazywał na osamotnienie, w konsekwencji rzutował negatywnie na proces twórczy. Na szczęście sztuka jest przede wszystkim kwestią talentu. Wartościowe dzieła materializują się niezależnie od geografii i odległości od wielkich metropolii. Przy obecnym dostępie do informacji, jej jakości, prowincja traci swój odstręczający kokon odciętej od świata enklawy - staje się pożądaną oazą spokoju. Z dala od wielkomiejskiego zgiełku łatwiej o refleksję, o dystans i krytycyzm zarówno wobec postępującego globalizmu, jak też wobec ślepej fascynacji światowymi trendami, choroby awangardyzmu i równie niezrozumiałego przekonania o konieczności doganiania Europy. Choroba ta wbrew pozorom, dotyka dziś przede wszystkim wielkie centra kulturowe, gdzie z lęku przed zarzutem prowincjonalizmu rodzą się czasem dzieła miałkie, chybione, pozbawione nie tylko przekazu ale nawet warsztatu, owe assemblages, emballages, environements oraz różne inne formy sztuki montowanej z odpadków cywilizacji. Oczywiście błędem byłoby odnosić te słowa w sposób zbyt bezpośredni do jakiegokolwiek konkretnego artysty lub środowiska. Faktem jest jednak, że z lęku przed zarzutem prowincjonalizmu możemy uwolnić się jedynie przez odważne nawiązanie do korzeni, do wielkich tradycji sztuki polskiej, tych zaś nie znajdziemy gdzieś tam w Europie czy Ameryce. Zamojszczyzna jest regionem szczególnym. Zarówno jej przyroda, historia jak i liczne efekty sprawczej działalności wielkiego rodu Zamoyskich, w których sprzęgły się wpływy kultur Wschodu i Zachodu, tworzą aurę wysokich wymagań, stanowią wartość, która inspiruje i zobowiązuje. W tym kontekście słuszniejsze wydaje się pytanie nie o indywidualne aspiracje, ale o to czy i w jakim stopniu plastycy zamojscy zdołali wpisać swoje życiorysy w otaczającą ich rzeczywistość, nawiązać do tradycji, wyciągnąć odpowiednie wnioski, rozpocząć dialog z kulturą całego kraju. Ci pierwsi skupieni byli głównie na pracy w szkole. Jeśli organizowali wspólne wystawy, były to pokazy sporadyczne i raczej okazjonalne. Dopiero ich wychowankowie, po powrocie ze studiów podjęli szereg inicjatyw, w rezultacie których doszło do organizacji Delegatury BWA, pierwszych na Roztoczu ogólnopolskich plenerów malarzy, Grupy Zamojskiej, Oddziału ZPAP, a wreszcie drugiej w mieście Galerii Sztuki. Stopniowo, ale zdecydowanie Zamość coraz ściślej łączył się z krwiobiegiem życia kulturalnego kraju. Faktem stały się regularne wystawy dorobku najwybitniejszych twórców polskich i sztuki obcej, uczestnictwo poszczególnych przedstawicieli środowiska w różnych imprezach ogólnopolskich i zagranicznych, wspólne plenery, trudne do opisania spektakle kierowanej przez Pawła Dudę-Dudzińskiego Grupy Terapeutycznej "Performer" oraz jego "Fortalicje", które podobnie jak zamojskie wystawy ilustracji czy festiwale jazzowe, rozsławiły miasto poza granicami kraju. W aktualnej wystawie bierze udział czterdziestu trzech autorów. Różni ich wszystko. Wiek, uczelnie, doświadczenia, postawy, zainteresowania. Zatrzymując uwagę na efektach ich działalności łatwo dostrzec określone podobieństwa, dzięki którym dałoby się - nie bez pewnej dozy nonszalancji - dokonać zabiegu "porządkowania", podzielić na grupy o mniej lub bardziej zbliżonych preferencjach. Byłby to jednak zabieg zbyt skomplikowany, wymagający opisów wykraczających poza potrzeby niezbędnego wprowadzenia, gdyż jedyna wyrazista linia podziału przebiega, jak wszędzie zresztą, między abstrakcjonistami, a liczniejszą grupą formułujących swoje wypowiedzi w którejś z form sztuki przedstawiającej. Do pierwszej należy Maciej Sęczawa. Artysta ten sprowadza każdą kompozycję do uporządkowanej gry, geometrycznych figur i koloru. Równie obojętny na otoczenie jest Andrzej Bartnik, którego bezprzedmiotowe wyobrażenia oparte są na zderzeniu form płynnych, jakby organicznych, z linearnymi układami. Pewne pokrewieństwo z jego pracami zdradzają przypominające martwe natury, rysunki Moniki Bielińskiej. Do grupy tej należą również emanujące energią, dynamiczne obrazy Tomasza Maranowskiego i kartony Andrzeja Dudka organizowane kładzionym na zasadzie przeciwieństw, czystym kolorem. Niestety, dalszy ogląd sprawia, że obraz komplikuje się coraz bardziej, gdyż inny charakter mają abstrakcyjne wprawdzie ale wyraźnie nawiązujące do szczebrzeskiego krajobrazu, subtelne gobeliny Alicji Kowalskiej, wykonane techniką mieszaną, nadrealistyczne w nastroju wizje Anny Tkaczyk i plecione ręcznie, inspirowane ogrodami, dekoracyjne tkaniny Krystyny Kopciowskiej. Gdzieś na granicy dwóch nurtów sytuuje się także twórczość Zygmunta Jarmuła. Rzeźbiarz z powołania i wyboru, w równym stopniu wrażliwy na kolor, buduje swoje zaskakujące uogólnienia odwołując się nie tylko do krajobrazu rodzinnej ziemi, ale także do jej tradycji i folkloru. Nie mniej trudne do odczytania są treści rozbudowanych w poliptyki, ascetycznych improwizacji na temat Apokalipsy Gabrieli Łyko. Bliższy natury wydaje się Stanisław Pokryszka, w którego obrazach łatwiej odnaleźć inspiracje pejzażem. Artysta ten zachowuje klasyczny podział na niebo i ziemię, zaznacza linię horyzontu, a organizując przestrzeń wyraźnie szuka typowych podziałów i rytmów. To co w rzeczywistości znajduje się poniżej horyzontu, określa za pomocą wyrazistych faktur używając podniesionych w polu kamieni, czerpanego ze strumieni piasku, kawałków tkanin, lub innych elementów. Skomplikowanym warsztatem posługuje się przy budowie swoich metafor również Marek Antoni Terlecki - bodaj najodważniej podejmujący ważkie problemy. Komentując światowe wydarzenia rozwija je w wieloczłonowe układy, cytuje konkretne przedmioty, kojarzy z fragmentami bezpośrednich obserwacji, odwołuje się do legend i mitów, wzbogaca o własne refleksje co czyni z tych kompozycji swoiste traktaty filozoficzne. Grupa metaforystów jest najliczniejsza. Uwzględniając indywidualne różnice, w jej centrum odnajdujemy zarówno poetyckie impresje Zofii Kosiorek, nastrojowe pastele Elżbiety Gnyp, wyszukane tonacje leśnych motywów Marka Sołowieja, martwe natury Marii Małyszko-Jarzębickiej, wyciszone nokturny Beaty Greli, rysunki Jerzego Garbacza, surowe uproszczone pejzaże Mirosława Juszczaka, czuwające nad polami Roztocza strachy Marka Rzeźniaka i zamknięte w trójkątach kosmiczne wizje Roberta Gomułki. Symbolem, metaforą i skrótem posługuje się również Stanisław Pasieczny - bodaj najbardziej wszechstronny przedstawiciel środowiska. Uprawia malarstwo, rysunek i grafikę poruszając się swobodnie w każdej z tych trzech dyscyplin. Jego twórczość cechuje profesjonalizm i perfekcyjny warsztat. W malarstwie przestrzega czystości stosowanych technik (olej, akryl, akwarela, pastel) wykazując równocześnie rzadką dziś dbałość o wartości pikturalne. Ulubione tematy to portret i pejzaż. Często też odwołuje się do najnowszej historii lub problematyki egzystencjalnej. Biegłość rysunku, talent portrecisty i poczucie humoru znalazły ujście w seriach celnych karykatur, z których część publikował już w miejscowej prasie. Nie mniejszą popularność przyniosły mu równie dowcipne exlibrisy jakie wykonuje sporadycznie, jakby na marginesie większych form graficznych. W tym samym obszarze zjawisk należałoby szukać urzekających swoją prostotą, niemal nadrealistycznych kompozycji Dariusza Łukasika malującego całe korowody zagadkowych, specyficznie deformowanych figur, których układy i wzajemne relacje przywodzą na myśl jakieś tajemnicze, dziejące się na tle pejzażu obrzędy. Jeszcze dalej posuwa się w swojej twórczości Jerzy Tyburski. Świat tego artysty to świat osobny, suwerenna enklawa nadrealnej rzeczywistości postrzeganej przewrotnie poprzez pryzmat psychiki dziecięcej nadającej sylwetkom ludzi, zwierząt i przedmiotów proporcje gałgankowych lalek. Grupę zjawisk nakierowanych na inną formę przekazu reprezentują traktujące o ludzkiej kondycji, figuratywne kompozycje Donata Kowalskiego, ceramiczne figurki Janiny Kaczmarczyk, przekorne, ekspresjonistyczne obrazy wsi Henryka Szkutnika, wykonane ekoliną portrety starych ludzi Dariusza Piekuta i baśniowe w treści malarstwo Urszuli Olczyńskiej. Osobnej uwagi wymagają związane z przyrodą Roztocza instalacje Bogusława Bodesa. Pietyzm z jakim pracuje przy obróbce sprowadzonych z lasu, obumarłych konarów i pni, ujawnia cały liryzm jego stosunku do przyrody i głęboki podziw dla tajemnic życia zdrowego, zielonego drzewa. Ekologiczne intencje dałoby się odczytać również w antropomorficznych "szaleństwach" malarskich i rzeźbach wspomnianego już animatora Grupy Terapeutycznej "Performer" - Pawła Dudy-Dudzińskiego oraz w zaskakująco różnych w odniesieniu do wcześniejszych linorytów pracach Barbary Szeptuch. Najbliższe natury są realistyczne pejzaże Elżbiety Hałasy-Świś, soczyste malarstwo Franciszka Kawy, urzekające nastrojem i subtelną wrażliwością pastele Barbary Tchórzewskiej-Czai, bezpretensjonalne obrazy Marii Krenz, pejzaże i martwe natury Leszka Siwiłły, linoryty Romana Muchy podobne w konwencji płótna jego córki Marzanny, kompozycje Mariana Kędry, wariacje na temat pni Stefana Szmidta i niemal fotograficzne malarstwo Jerzego Pałczyńskiego, wystawiającego tym razem projekty realizowanych aktualnie zamówień. Do tej samej grupy, przynajmniej w intencji, należą ostatnio malowane serie ("Kamienie", "Barwy mojej ziemi") piszącego te słowa, którego studia są zawsze jakąś próbą syntezy doznań wywołanych otaczającym go pejzażem. Nie sposób w tak pobieżnym szkicu zająć się wnikliwszą analizą prac poszczególnych autorów wystawy, a tylko taki zabieg mógłby dać pełniejszy jej obraz. Przygotowana na inaugurację działalność nowej, zreformowanej Galerii rozrosła się nieoczekiwanie do rozmiarów największego jak dotąd, przeglądu dokonań środowiska. Wzięli w niej udział wszyscy aktywni plastycy Zamojszczyzny, przez co zyskała rangę i charakter pozycji w pełni reprezentatywnej, ukazującej wszystkie uprawiane dyscypliny, poszukiwania formalne i preferencje warsztatowe, wszystkie, często ostro zarysowane różnice postaw, orientacji artystycznych, odniesień do rzeczywistości i sposobów jej interpretacji. Różnorodność tego pokazu potęguje ponadto fakt, że środowisko zamojskie wciąż jeszcze pozostaje zbiorowością zatomizowaną, pozbawioną woli kojarzenia się w grupy programowe, istniejącą jako wspólnota raczej w sferze towarzyskich kontaktów profesjonalistów, z których każdy strzeże pilnie swojej niezależności. Indywidualizm, choćby i skrajny, jest jednak w sztuce czymś naturalnym, pewnego rodzaju normą warunkującą postępy w realizacji twórczych projektów. Na ile sprawdza się w praktyce ocenić może tylko wnikliwy odbiorca. Jedno wydaje się godne podkreślenia . Nawet najbardziej krytyczny obserwator nie znajdzie na tej wystawie żadnego tworu zdradzającego zagubienie autora, ślepą fascynację "światowymi" trendami, ucieczkę w działania artystowskie, w ekscesy w rodzaju puszek Piero Manzoniego, bebeszonych zwierząt Hermana Nitscha, równie makabrycznej scenerii seansów video Olega Kulika, a na rodzimym gruncie "piramid" i "saun" Katarzyny Kozyry. Ze wszystkich sal wystawy emanuje rzetelny stosunek do sztuki, głębokie zrozumienie każdego przejawu życia oraz szacunek wobec fundamentalnych wartości ogólnoludzkich. Ocena walorów poszczególnych dzieł, odwagi działania i talentu ich autorów, jest jednak wyłącznym przywilejem odbiorcy. Włodzimierz Wasiluk
|
|
Artists in Zamosc region There is always more of a variety fair than a purposive undertaking in exhibitions of works by artists from a definite community. By their very nature, such shows are a peculiar Tower of Babel, the builders of which speak many different tongues at a time. Being periodic surveys of a given community's activities, they are based on free participation of the individual members, each of whom contributes the tradition of his/her art college, his/her experience and individual artistic worldview, and, in consequence, a wide variety of preferences for the subject, form and workmanship. Thus variety, or multilingual expression is the principle and the inherent quality of this type of exhibition regardless of the region in question and the level of its civilisation development. This peculiar quality prompts the organisers to raise their demands and makes their task more difficult, as a result of which they tend to adopt a definite procedure right at the introductory stage. It is small wonder that regional exhibitions are not especially popular with gallery workers even though they are often the only opportunity of gaining a comprehensive insight into the current output of artists in the gallerys closest surroundings, and of making comparisons, analyses and judgements. The above is naturally also true of the exhibition of Zamość artists. A smaller community than those operating in huge agglomerations, that of the region of Zamość boasts no age-long tradition. The history of the Zamość art community dates back to the years after the liberation and the establishment of the State Secondary School of Fine Arts which soon turned out to be a good, nationally acknowledged school with a marked influence on the development and integration of the local art community, in any case at the initial stage. Today the community boasts fifty professionals resident within the area of four counties (those of Biłgoraj, Hrubieszów, Tomaszów and Zamość), all of which are embraced by the traditional name of the region of Zamość.Most of the artists have settled in the town of Zamość itself which, with the development of cultural institutions and changes in the school curricula, offers the most jobs. Yet quite a few artists are scattered in the regionŐs other centres, mostly Biłgoraj, Szczebrzeszyn, Tomaszów and Zwierzyniec. Though it might be more accurate to say artists of the region of Zamość than "Zamość artists", the latter term is not a jarring error considering that a majority of the artists actually live in the town of Zamość while others have a natural leaning towards the centre of the region. Naturally enough, the place of one's residence depends on one's family bonds and prospects of employment. Yet quite a few artists have chosen to stay here despite attractive job offers from other much larger Polish art centres. They knew they were going to settle in a typically agricultural area, devoid of not just modern industry but opinion-generating circles and powers stimulating the pace of development either. The region of Zamość was among the poorest. It was part of the so-called "Eastern Wall", also referred to, with an equal admixture of contempt, as "Poland B", which is to hint at the area's poverty and general backwardness. Their motivation is not hard to guess. Yet the sentimental context of their decisions does not make us less interested in their artistic ambitions and aspirations. Perhaps it is not every artist's ambition to be the first and the best in the world, but all would like to be understood and accepted, all want others, at least in their immediate surroundings, -to be aware of their presence, and to be somehow influenced by them. The provinces have always been viewed as synonymous with the hermatic, stagnant and conservative bordering on backward. Marasm is generally believed to be symbolic of a small town. The choice of this kind of environment by an artist might have been perceived as coming close to suicide, for it isolated the artist, curtailed his/her participation in public life, implied loneliness and in consequence was bound to have a pejorative effect on creative processes. Luckily art is primarily a matter of talent. Valuable works take on material form regardless of geography and the distance from metropolies. With the current access to information and the quality of the information accessible, the provinces have lost their forbidding cocoon, are no longer enclaves cut off from the world, but have become the much wished-for oasis of peace. Far from the noise of a big city, in the provinces one is prone to reflection, detachment and criticism, both with regard to the growing globalisation and indiscriminate fascination with world trends, the disease of avant-gardism and the equally unintelligible conviction that "we have to catch up with Europe". Strangely enough, the disease is especially acute in big cultural centres where, for fear of being charged with provincialism, artists sometimes produce shallow works that miss the point, not only failing to convey any message but showing no competent workmanship-all sorts of assemblages, emballages, environments and other forms of art made up of civilisation refuse. The above does not refer in a direct way to any definite artist and community. Yet it is a fact that we can only avoid the charge of provincialism by harking back to our roots, to the great traditions of Polish art, i.e. something we can find neither far away in Europe nor in America. The region of Zamość is a peculiar area. The local nature and history as well as the numerous traces of the great Zamoyski family combining the influence of Eastern and Western culture are a value that acts as both inspiration and obligation, all of which explains why we expect so much of art. In this context, rather than about individual aspirations, it would be more justified to ask whether and to what degree the artists of the region of Zamość have succeeded in blending their individual biographies with the surrounding reality, in harking back to tradition, in drawing the right conclusions and initiating a dialogue with the culture of the whole country. Those who were the first to settle here concentrated on teaching. If they put on group exhibitions, it was only sporadically. It was their pupils who, on having returned from their studies at the Academies of Fine Arts, undertook a number of initiatives resulting in the organisation of a filial branch of the Bureau for Art Exhibitions, the first all-Polish art workshops in the region of Roztocze, the setting up of the Zamość Group and the local section of the Polish Artists Union, and, finally, launching the cityŐs second art gallery. Gradually but steadily, Zamość's links with the country's cultural life were growing more intense. Regular exhibitions of the output of the foremost Polish artists, exhibitions of foreign art, the local art community's individual representatives' participation in various national and international surveys and summer schools have become a fact, and so have the perplexing productions of the Therapeutic Performer Group run by Paweł Duda-Dudziński and his "Fortalitions" which, like the Zamość illustration surveys and jazz festivals have made the town of Zamość famous abroad. Forty-three artists are taking part in this exhibiton. They differ from one another in virtue of practically everything: age, training, experience, attitudes and interests. If we stop to look at the effects of their work, however, we may easily spot definite similarities permitting a certain classification procedure to split the whole lot into groups according to preferences though this would not be without a degree of nonchalance. The procedure would be too complicated, however, and the descriptions required would exceed the needs of a catalogue introduction. As elsewhere, the only clear division line runs between abstract artists and a larger group expressing themselves in forms of objective art. Maciej Sęczawa represents the former group. The artists reduces each composition to organised play, geometric figures and colour. Andrzej Bartnik is equally indifferent to his surroundings. His non-objective images are based on a clash of fluid, seemingly organic forms with linear arrangements. Monika Bielinska's drawings, which are reminiscent of still-lifes, show some similarity with Bartnik's works. Also in this group, mention is due to Tomasz Maranowski's dynamic images that emanate energy, and to Andrzej Dudek Ôs works on cardboard juxtaposing shades of pure colour. Unfortunately, the image gets more complicated as we continue looking at further works, for Alicja KowalskaŐs subtle tapestries which, though abstract, bear evident references to the landscape of Szczebrzeszyn and are therefore different from the works discussed above, and so are Anna Tkaczyk's surrealist visions in mixed media, and Krystyna KopciowskaŐs decorative hand-plaited weavings inspired by gardens. On the borderline of these two trends, we may situate Zygmunt Jarmuł's output. A sculptor by choice and vocation, equally sensitive to colour, he builds his striking generalisations referring not only to the native landscape, but also to the local tradition and folklore. Likewise difficult to intepret are the messages conveyed by Gabriela Łyko's polyptych ascetic improvisations on the subject of the Apocalypse. Stanisław Pokryszka is apparently closer to nature, and landscape inspirations are easier to trace in his paintings. The artist obeys the classical division into heaven and earth, marks the horizon, and looks for typical intervals and typical rhythm in his arrangement of space. What is beneath the horizon in reality, he defines by means of distinct textures, for which purpose he uses stones found in the fields, sand picked up from the bottom of the streams, and pieces of fabrics and other elements. Marek Antoni Terlecki's workmanship employed for the construction of his metaphors is likewise complex. The artist is perhaps the boldest of all in his tackling significant problems. His comments on world events make up multi-element arrangements, featuring quotations from real objects combined with what comes from direct observation, plus references to legends and myths, all this enriched with the artistŐs personal reflection, which turns his compositions into peculiar philosophical treatises. For all the individual differences, metaphorical artists make the largest group including Zofia Kosiorek with her poetic impressions, Elżbieta Gnyp with her evocative pastels, Marek Sołowiej with his refined harmonies of forest motifs, Maria Małyszko-Jarzębicka with her still-lifes, Beata Grela with her restrained nocturnes, Jerzy Garbacz with his drawings, Mirosław Juszczak with his severe simplified landscapes, Marek Rzeźniak's with his scarecrows guarding the fields of the region of Roztocze and Robert Gomułka with his cosmic visions enclosed within triangles. Symbols, metaphor and abbreviation are also used by Stanisław Pasieczny, perhaps the most versatile representative of the community. He practises painting, drawing, and graphic art, equally at ease in all these three disciplines. His oeuvre is characterised by professionalism and perfect workmanship. As a painter he does not mix techniques and uses oils, acrylic paints and pastels, each in their own right. At the same time, he shows rare concern for pictorial values. His favourite subjects are portraits and landscapes. He often refers to current history and existential problems. His competence as a draughtsman, his talent as a portraitist and his sense of humour have found reflection in his series of painted caricatures, some of which have been published in the local press. His just as witty book-plates, on which he works sporadically as a side activity to his larger-scale tasks as a printmaker, have likewise won him considerable popularity. Also in this area, mention is due to Dariusz Łukasik's charmingly simple, almost surrealist painted compositions featuring pageants of strangely deformed figures, the peculiar arrangement and interrelations of which bring to mind some mysterious rites enacted in a landscape. Jerzy Tyburski moves even further in his work. The artistŐs world is an isolated area, a sovereign enclave of surreality perceived somewhat perversely, through the eyes and mind of a child, as a result of which the figures of the people, animals and objects depicted have the build of rug dolls. A different message on the human condition is conveyed by Donat Kowalski's figurative compositions, Janina Kaczmarczyk's ceramic figures, Henryk Szkutnik's wayward expressionist images of the countryside, Dariusz Piekut's portraits of old people, and Urszula Olczyńska's painting reminiscent of fairy stories. Bogusław Bodes's installations devoted to nature in the region of Roztocze are worthy of special attention. His reverently processed withered boughs and trunks reveal the whole lyricism of his attitude to nature and his profound admiration for the mystery of life in a green healthy tree. Ecological intentions may be likewise read into the anthropomorphic painted "follies" and sculptures of Paweł Duda-Dudziński (who also runs the Therapeutic Performer Group, of which above) and Barbara Szeptuch's works, strikingly different from her earlier linocuts. Among those who have come the closest to nature are Elżbieta Hałasa-Świś with her realistic landscapes, Franciszek Kawa with his luscious painting, Barbara Tchórzewska-Czaja with her pastels appealing for their mood and subtle sensitivity, Maria Krenz with her unpretentious paintings, Leszek Siwiłło with his landscapes and still-lifes, Roman Mucha with his linocuts, and his daughter Marzanna with her canvases similar in convention to her fatherŐs works, Marian Kędra with his compositions, Stefan Szmidt with his variations on the subject of boughs, and Jerzy Pałczynski with his almost photographic painting (the last-named this time exhibits project he is currently working on). Also in this group, in any case as far as the underlying intention goes, are the recent series of the undersigned (Stones, The colours of My Earth) whose studies are alweys an attempt at stynthesising sensations evoked by the surrounding landscape. In a cursory sketch like this, it is impossible to give a more indepth analysis of the works by the individual participants, which would be the only procedure likely to give a more comprehensive image. Prepared for the inauguration of a new, reformed Gallery, the show has expanded into so far the largest survey of the community's achievements. The participants are all active in the region of Zamość, as a result of which the show deserves to be called representative, highlighting, as it does, all the disciplines practised in the area, all formal quests and all workshop preferences, all the different attitudes, however sharp the difference may be, all artistic orientations, all references to, and methods of interpreting, reality. The variety of the show is all the more evident as the art community of the region of Zamość is still rather atomised and not inclined to form groups according to a programme. That it is a community, is more because of the contacts that professionals have with one another on a social ground. Yet individualism, however extreme, is natural in art; moreover, it is the norm on which progress in the accomplishment of creative projects depends. To what extent this has come true, may only be judged by the sensitive member of the public. One thing should be underlined. However critical the observer, he/she will not find at the exhibition works indicating the artistŐs sense of loss, or indiscriminate fascination with world trends, or art for artŐs sake, or excesses of the kind of the Piero Manzoni cans, Herman NitschŐs disembowelled animals, the equally macabre scenery of Oleg Kulik's video shows, or, on the native ground, Katarzyna Kozyra's pyramids and baths. What emanates from the exhibition rooms is a serious attitude to art, a deep understanding of every manifestation of life, and a respect for the fundamental all-human values. Yet it is for the public to assess the quality of the individual works, and the courage and talent of the participating artists. Włodzimierz Wasiluk |
| Jeżeli chcesz znaleźdź się w tej kategorii napisz lub zadzwoń 0604 511 218 lub przefaksuj info 084 639 64 54 - podstawowe informacje umieszczamy za darmo - skontaktujemy się z tobą! |